Sobota, 27 maja 2017 r. Imieniny: Jana, Juliusza

Sprawozdanie DKK klasy VI

(2015-01-20 17:53:32)

Sprawozdanie DKK klasy VI

Dnia 13 stycznia 2015 r. odbyło się w Bibliotece Publicznej Gminy Wejherowo w Bolszewie spotkanie członków DKK klasy VI. W spotkaniu uczestniczyło 8 uczniów. Omawialiśmy książkę CIERPIENIA SIĘCIOLATKA Zuzanny Orlińskiej. Sięciolatek (Conradus sentiolatex) żyje w trudnych warunkach.
Przedstawiciel tego gatunku osiąga dojrzałość w chwili założenia konta na portalu społecznościowym (choć według rodziców następuje to wtedy, kiedy przestaje gubić swoje rzeczy). By zdobyć ulubione pożywienie (kebab i czipsy), jest w stanie pokonać wiele trudności (głównie finansowych). W szkole (przetrwania) nieustannie musi walczyć o pozycję w stadzie z innymi młodymi samcami i wciąż ma trudności ze zrozumieniem, o co chodzi płci przeciwnej.
Musi też znosić też Gucia mniej rozwiniętego brata i trudno się dziwić, że każdy dzień sięciolatkowego życia to walka o byt w dżungli współczesnego świata! Życie dorastającego nastolatka w dzisiejszym świecie to istna przeprawa przez piekło. Nauka, dom, rodzeństwo to tylko niektóre z problemów z jakim borykać się musi współczesna młodzież. Książka z przymrużeniem oka traktuje „wielkie cierpienia” bohatera i jego rówieśników. Nie wyśmiewa i nie lekceważy, ale pokazuje jak sobie z nimi radzić. Puentuje, że wszystko zawsze kończy się dobrze, bez względu na to jak źle się zaczęło. Dziesięć lat to wiek przełomowy, tyle się dzieje w szkole i w domu. Na każdym kroku czeka wesoła przygoda lub kłopot do rozwiązania. Piłka nożna, brydż, dziewczyny, do tego młodszy brat Gucio. Tyle na głowie, jak to ogarnąć i nie zwariować? Jakie to wszystko skomplikowane! Zabawne historie i perypetie Konrada bardzo czytelnikom się podobały, a najbardziej ten fragment:
„U nas w klasie nie ma nikogo, kto chciałby świętować dzień zakochanych. Wręcz przeciwnie. Messi, jak tylko przyszedł do szkoły, namazała na tablicy ogromne serce z wbitą strzałą i nożem i podziurawione tak, że bryzgała z niego krew na wszystkie strony, a pod tym napisał: „Wesołych Walentynek!” Kiedy pani od przyrody weszła do klasy, od razu zauważyła ten rysunek.
– Bardzo ładnie narysowane i z dużą znajomością anatomii – pochwaliła. – Tylko ta aorta wychodzi nie z tego miejsca, z którego powinna. Kto to narysował?
Messi schował się pod ławkę, ale Kacper go wyciągnął i powiedział pani, że to on, a wtedy pani poprosiła Messiego, żeby z nią gdzieś poszedł. Baliśmy się, że za mazanie po tablicy zaprowadzi go do pani dyrektor, ale to by było zupełnie niepodobne do pani od przyrody, bo ona jest bardzo fajna. Jednak za chwilę wrócili oboje, a Messi dźwigał jakiś dziwny przedmiot.
– O rany, to jest facet bez nóg i rąk! – zawołał Borys.
– Jak nie ma rąk i nóg, to skąd wiesz, że to facet? – zapytała złośliwie Lewandowska.
– A od kiedy faceta poznaje się po rękach i nogach?
– Wiesz, ale tego, po czym poznaje faceta, to coś też nie ma – wymądrzyła się Lewandowska. Prawda. To coś nic nie miało. To znaczy: poza brzuchem i klatką piersiową. Ani głowy, ani nóg, ani rąk, po prostu nic.
– To jest model ludzkiego korpusu – wyjaśniła pani od przyrody. – Chcę wam pokazać, jak naprawdę wygląda i działa serce – i otworzyła taką klapkę w tym korpusie, tak jakby zdejmował z niego pokrywkę, a tam w środku było wszystko, co wewnątrz ma człowiek i w dodatku każdą część dawało się wyjąć.
– Ale ma flaki! – ucieszył się Borys. – Proszę pani, mogę to wziąć do ręki?
– Wątrobę? Proszę bardzo – zgodziła się pani, więc Borys wyjął sobie wątrobę. Wtedy wszyscy się rzucili i zaczęli wyciągać inne kawałki, bo każdy chciał mieć jakiś organ dla siebie. Ja najpierw złapałem lewe płuco, ale Lena mi wyrwała, więc chwyciłem śledzionę i już nie puszczałem. W końcu każdy trzymał jakiś fragment wnętrzności, a pani zostało samo serce.
– Powinniśmy jakoś go nazwać, tego faceta – zastanawiał się Messi z żołądkiem w ręku.
– Skąd wiesz, że to facet? – syknęła znów Lewandowska, ale Messi ją zignorował.
– Może: Wincenty Kadłubek? – zaproponowałem.
– Albo Misio Pysio? – podsunął Kacper.
– Po co chcesz go nazywać, jak on nawet nie ma głowy? – zdziwiła się Maja.
– No… żeby go jakoś uszanować. – Messi w skupieniu przyglądał się żołądkowi leżącemu na ławce. Żołądek też miał klapkę, można go był otworzyć i sprawdzić, jak tam się w środku trawi.
– Nie ma głowy ano oczu, trudno powiedzieć, jakie imię do niego pasuje – wahała się Maja.
– Wy, dziewczyny, to byście tylko w oczy patrzyły – pogardliwie rzucił Messi. – A w człowieku liczy się co innego…
– Tak? A na przykład co? – pogniewała się Maja.
– Liczy się wnętrze! – powiedział Messi triumfalnie i wsadził Misiowi Pysiowi palec w żołądek.

Oprac. Opiekun: V. Wiśniewska

© 2006 GBP Bolszewo | webmaster | RSS
Ilość osób na stronie: 102. Czas ładowania: 0.008408