Czwartek, 25 maja 2017 r. Imieniny: Grzegorza, Borysława

Sprawozdanie z spotkania członków DKK dla dorosłych

(2015-02-16 11:19:20)

Sprawozdanie z spotkania członków DKK dla dorosłych

Członkowie DKK dorośli w dniu 6 lutego 2015 r. dyskutowali o książce Aleksandra Sołżenicyna „Odział chorych na raka”. Dyskusję na filii przy ul. Reja 1 w Bolszewie prowadziła opiekunka grupy Violetta Wiśniewska. Wybrałyśmy tę znakomitą powieść laureata Nagrody Nobla, gdyż napisał ją na podstawie własnych przeżyć. W odróżnieniu od mnóstwa poznanych w szpitalu chorych – Sołżenicyn swoją wojnę z rakiem tymczasem wygrał, co uważał (trudno z tym polemizować) za dopust Boży. Swoje przeżycia opisał w powieści, która ukazać się mogła tylko na Zachodzie. „Oddział…” można bowiem czytać albo jako przejmującą opowieść o umieraniu, bezduszności bezradnej medycyny, miałkości nadziei na ozdrowienie, a nawet na choć mniejsze cierpienia przed śmiercią lub także jako świetny obraz państwa totalitarnego. Sam szpital można odczytywać jako jego alegorię. Polityka i sposób działania systemu socjalistycznego pojawiają się może trochę mimochodem, ale na każdym kroku. Włączają się w to także liczne dyskusje pacjentów – często właśnie o poglądach politycznych. W końcu w jednej sali znajdują się ludzie bardzo różni – na sąsiednich łóżkach leży aktywny działacz partyjny Rusanow i więzień łagru Kostogłotow. Wszędzie można przeczytać, jak to „Oddział chorych na raka” ukazuje okrutną bezduszność szpitala i jego personelu, dla którego liczy się nie zdrowie pacjenta, ale dobra statystyka. Ośmielę się zaprotestować. Szpital jak szpital. Wiadomo – miejsce skrajnie nieprzyjemne. Ale nie wydaje mi się, żeby Sołżenicyn miał na celu ukazanie obojętności i bezduszności lekarzy. Owszem, statystyka się tu liczy. Tak, zarząd placówki też został pokazany w niekorzystnym świetle. A jednak przedstawienie tego szpitala jako miejsca, w którym pacjentów nie traktuje się jak ludzi, to uproszczenie i przesada. W końcu najważniejsi w książce lekarze, Wiera Ganhart, Ludmiła Doncowa, czy Lew Leonidowicz to postacie z pewnością pozytywne i wzbudzające sporo sympatii. Książka może i jest naładowana bólem i cierpieniem. Może i wymowa jest ciężka, ale to nie jest powieść pesymistyczna, odbierająca nadzieję. Jest też tu, szczególnie na końcu, pewien optymizm. Nie taki bajkowy, cudowny i nierealistyczny, ale chyba prawdziwie życiowy – zaprawiona goryczą wiara w lepsze jutro. Znajdzie się nawet miejsce na zgrabnie poprowadzony, raczej gorzki wątek miłosny. Czyta się wspaniale, historia jest prosta, akcja nieskomplikowana, ale książka niesie w sobie tyle myśli, taką głębię! Chociaż sam tytuł odstrasza, jak stwierdziły dyskutantki. Dołączyła do nas nowa klubowiczka Ania Sadowska. Bardzo nam miło.
W spotkaniu uczestniczyło: 5 osób.

Oprac. V. Wiśniewska

© 2006 GBP Bolszewo | webmaster | RSS
Ilość osób na stronie: 37. Czas ładowania: 0.008156